polskie nazwiska w argentynie
Planetarium w Buenos Aires uczciło 480. rocznicę śmierci polskiego astronoma, który dowiódł słuszności teorii heliocentrycznej. Po zachodzie słońca, na kopule buenosaireńskiego Planetarium Galileo Galilei, pojawił się mapping z wizerunkiem Mikołaja Kopernika, a także trawestacja polskiego rymu „Wstrzymał Słońce, ruszył
W Argentynie prowadzono szacunki, ale w innych krajach trudno mówić o jakiś konkretnych liczbach. Łącznie to od 10 do 30 tysięcy osób. Ale trudno to ustalić, bo rządy to ukrywały.
Doradca kandydata na prezydenta wzywa do zerwania stosunków ze Stolicą Apostolską. Podczas zamknięcia kampanii kandydata na prezydenta Argentyny Javiera Milei, jeden z jego najbliższych doradców wezwał do zerwania stosunków dyplomatycznych ze Stolicą Apostolską, co spotkało się z aplauzem tysięcy uczestników spotkania.
26 Kwietnia 2016 w Forum ogólne USA. Dodaj nowy temat. Tak się ostatnio nad tym zastanawiałam Wiadomo, że na zachód od Polski i w Ameryce nie ma odmiany nazwisk, ale co z emigrantkami? Bo chyba jeszcze nie spotkałam się z żeńską odmianą polskiego nazwiska u obywatelki USA. Wszystkie używały męskiej końcówki np. Sylwia
Witold Gombrowicz. Witold Marian Gombrowicz (August 4, 1904 in Małoszyce, near Kielce, Congress Poland, Russian Empire – July 24, 1969 in Vence, near Nice, France) was a Polish novelist and dramatist. His works are characterized by deep psychological analysis, a certain sense of paradox and an absurd, anti-nationalist flavor.
nonton film go back couple sub indo. W czasach prekolumbijskich teren dzisiejszej Argentyny zamieszkiwaly tubylcze plemiona Indian. Byly to glównie plemiona koczownicze, zajmujace sie lowiectwem i zbieractwem. Na poczatku XVI wieku Argentyne zamieszkiwalo ok. 300-340 tys. autochtonicznej ludnosci. Pierwsza polowa tego wieku to poczatek kolonizacji Argentyny przez hiszpanskich osadników. Ujscie La Platy odkryte zostalo w 1515 r. przez J. Solisa, a w 1520 Ferdynand Magellan oplynal cale wybrzeze Ameryki Poludniowej, az po Ziemie Ognista i dalej, na Pacyfik. Hiszpanie zakladali nowe miasta: w 1536r. Buenos Aires, w 1537r. Asuncion. Poczatkowy opór Indian szybko zostal stlumiony. Krwawe usmierzanie buntów wraz z chorobami przywiezionymi z Europy, na które miejscowa ludnosc nie byla odporna, doprowadzily do szybkiego spadku liczebnosci Indian. Kolonisci zaczeli stopniowo domagac sie niezaleznosci politycznej i gospodarczej od wladców Hiszpanii. W 1776 r. utworzono wicekrólestwo Rio de La Plata ze stolica w Buenos Aires. Zwycieskie powstanie, obalajace hiszpanskiego króla, doprowadzilo do proklamowania niepodleglosci i ustanowienia republiki w 1816r. Wiek XIX byl okresem szybkiego wzrostu gospodarczego. Jednak czeste krwawe konflikty miedzy rzadzacymi krajem wojskowymi a zwolennikami unii i wspólpracy z Europa, doprowadzily do stopniowego wyniszczenia kraju. Pod rzadami Rosasa umocniona zostala centralna wladza Buenos Aires. Odbylo sie to jednak przy pomocy wojska, stworzenia wielkiej armii i policji politycznej oraz zalegalizowania tortur. Autorytarne rzady zostaly obalone w 1852 r. W 1853 r. uchwalono konstytucje, ustanawiajaca szeroka wladze prezydenta. Zapisany w konstytucji liberalizm ekonomiczny pozwolil na naplyw zagranicznych inwestycji, handlu i kapitalu. W okresie tym przybylo tez wielu emigrantów z krajów europejskich, w tym z Polski. Nowi przybysze osiedlali sie przede wszystkim w miastach, przyczyniajac sie do szybkiego ich rozwoju. Przemysl jednak nie byl w stanie zapewnic miejsc pracy wszystkim nowym osadnikom. Doprowadzilo to zalamania sie gospodarki i kryzysu w 1929 r. Wladze nad krajem przejelo wojsko, az do 1946 r., kiedy to na prezydenta wybrano Juana Domingo Perona. Przeprowadzil on liczne reformy socjalne i gospodarcze, kladac nacisk na uprzemyslowienie kraju. W 1955 r. rzady Perona zostaly jednak obalone w wyniku wojskowego przewrotu, który rozpoczal prawie trzydziestoletni okres rzadów armii. Nieudana próba przywrócenia wladzy zwolennikom Perona doprowadzila jedynie do kolejnego zamachu stanu w 1976 r. i wprowadzenia dyktatury wojskowej junty. Rozpoczela sie wówczas tzw. brudna wojna, majaca na celu wyeliminowanie wszelkich przeciwników wladzy. Szacuje sie, iz w czasie rzadów junty zaginelo bez wiesci co najmniej 9000 osób. Zaciagniete w tym czasie wielomiliardowej pozyczki doprowadzily do dewaluacji pieniadza i bardzo wysokiej inflacji. Gwaltowny kryzys gospodarczy wywolal fale demonstracji. W celu ich usmierzenia prezydent Galtieri podjal próbe zajecia brytyjskiej kolonii u wybrzezy argentynskich - Falklandów. Niepowodzenie tej wojny doprowadzilo do wycofania sie wojska z rzadów. Od 1983 r. prezydentem wybrany zostal Raul Alfonsin Foulkes, przedstawiciel Partii Radykalnej. Zapoczatkowal on kolejny etap reform socjalnych i gospodarczych. W 1989 r. prezydentem zostal peronista, Carlos Saul Menem. W historii Argentyny zaznacza sie równiez obecnosc Polaków. Fale emigrantów zwiazane byly z powstaniami listopadowym i styczniowym oraz emigracja zarobkowa, nasilajaca sie pod koniec XIX w. Wielu Polaków bralo udzial w walkach o niepodleglosc Argentyny. Przybylo tu takze wielu badaczy i ludzi nauki. Wniesli oni wazny wklad w rozwój cywilizacyjny kraju. Obecnie Polonia argentynska liczy okolo. 170 tys. osób.
Zbigniew Fularski mieszka w San Martin de los Andes. Razem z żoną w latach siedemdziesiątych rozpoczęli produkcję czekolady; zbudowali niewielką fabrykę oraz sklep o nazwie "Mamusia". Dziś jego czekoladarnia słynie z najlepszych pralinek i "dulce de leche" w całej Argentynie. Jan Szychowski przyjechał do Argentyny, do prowincji Misiones, będąc jeszcze małym chłopcem. Firma Amanda, którą założył, jest trzecią najważniejszą firmą produkującą mate w Argentynie, a pierwszą jeśli chodzi o eksport. Javier Solecki jest misjonarzem w Buenos Aires. Wszystkich łączy silna więź - są Polakami mieszkającymi w Argentynie. Argentyński reżyser Lucas Trajtengartz wraz z polską producentką Agnieszką Herbich podążają śladami polskiej emigracji w Argentynie. Fragmenty ich filmu "Rastros polacos" zostaną wyemitowane w programie Polska 24. Polska 24/ TVP Polonia/ środa godz. 22:05 This browser does not support the iframe element.
Po polsku nie sposób się tu porozumieć. Nawet osoby pochodzenia polskiego rzadko już dziś mówią w ojczystym języku. – Wszystko zapomniałem. Dobra droga – tylko tyle potrafił powiedzieć Polak zamieszkały w Apostoles, jednym z miast w prowincji Misiones, założonym przez polskich osadników. Ale polskich śladów tu nie brakuje..Buenos Aires to po hiszpańsku „dobre powietrze” albo „pomyślne wiatry”. Przylatujemy do stolicy kraju i równocześnie największej prowincji o tej samej nazwie. To blisko trzymilionowe miasto, największe w Argentynie i drugie co wielkości w Ameryce Południowej. W prowincji Buenos Aires mieszka jedna trzecia 40-milionowego kraju, ósmego co do powierzchni na świecie. Z lotniska jedziemy do centrum miasta nowoczesną arterią komunikacyjną, mijając luksusowe osiedla położone wśród parków i lasów. Za luksus, niestety, trzeba płacić. Co jakiś czas zatrzymujemy się przy bramkach z napisem „Peaje”, gdzie trzeba zostawić kilka peso. A na ulicach obok nowoczesnych, wielkie, stare, zdezelowane samochody, a nawet wózki ze złomem ciągnięte przez konie. Bogactwo sąsiaduje tu z biedą, a tej nie brakuje. Na północy i zachodzie miasta widzimy wielkie skupiska biedoty, tzw. villas miserias, w których żyje blisko 800 tys. osób. Przypominają zaniedbane kurniki. Aż dziw, że w takich warunkach mieszkają ludzie. Lepiej się do nich nie zbliżać i nie robić zdjęć – ostrzega się tango w dzielnicy jak morska zatoka, ale ma słodką, brunatną wodę i płynie do oceanu. To najszersza rzeka świata – Rio de La Plata. U jej brzegów powstał port, do którego przybijały statki i przywoziły od lat osiemdziesiątych XIX wieku emigrantów z Europy, głównie Niemców i Włochów. Tutaj także przybywali osadnicy z polskich ziem. Większość z nich pozostawała w stolicy lub innych miastach środkowej Argentyny. Pracowali jako robotnicy w porcie, w chłodniach czy też przy budowie linii kolejowych. We współczesnym Buenos Aires ślady tych pierwszych przybyszów prawie nie istnieją. Dzielnica Boca, w której zachowały się jeszcze charakterystyczne domy z falistej blachy, zmieniła się w turystyczną atrakcję stolicy. Domy pomalowano w jaskrawe kolory farbą, która została z malowania statków, a portowe bary zamieniono na sklepy z pamiątkami. Tutaj turyści mogą pozować do zdjęć w efektownych pozach z tancerzami, udając, że tańczą tango – najsłynniejszy taniec świata, który narodził się w osadnicy w Polacy pojawili się w Argentynie po klęsce powstania listopadowego, a później styczniowego. Pod koniec XIX wieku pojawiła się emigracja zarobkowa. Byli to przede wszystkim chłopi, przeważnie z Galicji Wschodniej. To właśnie oni założyli miasta Apóstoles, Posadas, Obera w pólnocno-wschodniej prowincji Misiones. Dość duża grupa Polaków przybyła do Argentyny po zakończeniu II wojny światowej. Zdemobilizowani żołnierze polscy walczący na Zachodzie, nie mogli wyjechać wówczas do Stanów Zjednoczonych, ani też wrócić do kraju. Udali się więc do Argentyny. Jedni z nich, dla uczczenia córki Józefa Piłsudskiego, nazwali założoną przez siebie osadę po prostu Wanda..Gdy jedziemy na północ w stronę słynnych wodospadów Iguazu, wita nas duża drewniana konstrukcja z napisem „Wanda – WITAMY!” Zatrzymujemy się tu na nocleg. Okazuje się, że planszę zaprojektowała mieszkająca tu Polka, pani Alicja. Cieszy się, że ma okazję rozmawiać z gośćmi z Polski i że doceniają oni jej pomysł. Rozmawiamy z nią po polsku. Jej rodzice kupili tu ziemię pod uprawę, ale okazało się, że są tu złoża kamieni półszlachetnych. Teraz ktoś inny je wydobywa i przetwarza, a ona prowadzi sklep z wyrobami z kamieni. Zwiedzamy kopalnię kamieni, wchodzimy do miejsc, gdzie się je wydobywa, bo w niedzielę robotnicy nie pracują. Po drodze zatrzymują nas małe, kilkuletnie dzieci, które usiłują sprzedać nam tzw. drzewka szczęścia. Dorośli ich nie pilnują. W Wandzie jest polski kościół pw. Matki Boskiej Częstochowskiej, ale tylko raz w miesiącu odprawiana jest tu Msza św. po polsku. My uczestniczymy w hiszpańskiej liturgii, a po nabożeństwie niektórzy wierni rozmawiają z nami po polsku. Cieszą się z naszej wizyty, a na prośbę księdza wpisujemy do księgi polonijne .Trudno oszacować, ilu Polaków mieszka w Argentynie. – Jest ich około 400 tysięcy – mówi nam pan Henryk, pracownik administracyjny w Domu Polskim, mieszczącym się w Buenos Aires przy ulicy Jorge L. Borges 2076. Dom jest własnością Związku Polaków i ostatnio został gruntownie wyremontowany, dzięki dotacji Senatu RP. Mieszczą się tu biura Związku Polaków, sala widowiskowa, księgarnia polska, siedziba redakcji „Głosu Polskiego” oraz restauracja. Chlubą Domu Polskiego jest Biblioteka Polska im. Ignacego Domeyki, największy polski księgozbiór w Ameryce Łacińskiej, założony przez emigrantów dla upamiętnienia Tysiąclecia Chrztu Polski. W ramach Związku Polaków działają 34 różne organizacje, harcerstwo i Polska Macierz Szkolna. Ukazuje się tu kilka tytułów prasowych, „Głos Polski”, wydawany nieprzerwanie od 1922 roku. Spotykamy tu młodą dziewczynę, która miesiąc temu przyjechała z Krakowa. Skończyła iberystykę na Uniwersytecie Jagiellońskim i zaczęła pracę w Domu Polskim w Buenos Aires. Podoba jej się tu i chciałaby na stałe zamieszkać w Gauchito prowincjach na północ od Buenos Aires, a zwłaszcza w Corrientes i Formoza, upowszechnił się kult Gauchito Gila. Mijamy kapliczki i stragany przystrojone na czerwono z wyrobami ozdobionymi jego wizerunkiem. Prawdziwe nazwisko Gauchito Gila brzmi Antonio Mamerto Gil Núñez. Legenda głosi, że gdy powrócił z wojny secesyjnej, policjanci złapali go w lesie. Torturowali i powiesili za nogi do drzewa. Kiedy policjant miał go zabić, Gauchito Gil powiedział mu: „Twój syn jest bardzo chory. Jeśli będziecie się modlić i prosić mnie, aby uzdrowić dziecko, obiecuję wam, że będzie żył. Jeśli nie, to umrze.” Policjant jednak zabił go przez poderżnięcie gardła. Było to w styczniu 1878 roku. Po powrocie do wioski, dowiedział się, że jego syn jest naprawdę bardzo chory. Przestraszony zaczął modlić się do Gauchito Gila za syna, a gdy ten wyzdrowiał, pochował Gauchito i zbudował mu kapliczkę, a także rozpowszechnił wieść o cudzie. Dziś Gauchito Gil czczony jest jako ludowy święty. Upowszechniło się przekonanie, że gdy wstążka z jego nazwiskiem zawiązana na przegubie zerwie się, to Gauchito spełni zanoszona do niego prośbę. Kościół za świętego go nie uznaje. Do miejscowości Mercedes, gdzie Gauchito został stracony, ściągają pielgrzymki. Tam odbywają się festyny ludowe, połączone z piknikiem. Uczestniczymy w jednym z nich i jemy tam tradycyjne asado, popijając znanym w całej Argentynie piwem Quilmes. To nazwa miejscowości w pobliżu Buenos Aires, gdzie się go dorado i yerba wołowina na świecie jest w Argentynie. – To dlatego, że hoduje się tu specjalne, mięsne rasy krów i pasą się one przez cały rok na łące, zażywając ruchu – słyszymy. Mięsa je się tu dużo i smakuje ono wyjątkowo. Przyrządza się je na różne sposoby, a najpopularniejsze jest asado. Doskonałe są też ryby, zwłaszcza dorado i surubi. Ale nic nie jet tu tak popularne jak oryginalny argentyński napój yerba mate. To rodzaj ziół, które zalewa się wodą o temperaturze 65–80 stopni i sączy powoli ze specjalnego naczynia zwanego guampa przez rurkę o nazwie bombilla, dolewając wodę z termosu. Zwiedzamy plantację i wytwórnię yerba mate San Marias w miejscowości Virasoro. Przewodniczka obwozi nas busem po rozległym terenie, widzimy jak rosną sadzonki maty i herbaty, zwiedzamy pola z uprawami tych roślin i przetwórnię. Zadziwia znakomita organizacja pracy i dbałość o pracowników. Udostępnia im się mieszkania za darmo, aby szybciej zaoszczędzili na własne. Zakłada im się i prowadzi szkoły, udostępnia obiekty sportowe – korty tenisowe, basen. To tworzy szczególną więź z Argentynie, podobnie jak w całej Ameryce Południowej, odnajdujemy liczne dowody kultu maryjnego. Kapliczki z figurkami Marki Bożej z Itati, San Nicolas czy największego sanktuarium w Luján rozsiane są po całym kraju, na rondach, przy drogach. – Luján to nasza argentyńska Jasna Góra – mówi Walenty Mrozowicz, który mieszka tu od wojny. – Polscy księża organizują tu co roku w grudniu pielgrzymki, w 2010 odbyła po raz 101. – dodaje. Matka Boska z Luján jest patronką Argentyny. Jej wizerunek znajduje się w Basílica de Nuestra Seńora de Luján. Koronacji cudownej rzeźby dokonał w 1887 roku papież Leon XII. Budowę obecnej, neogotyckiej bazyliki ukończono w roku 1935. W jej podziemiach umieszczono kopie wizerunków Matki Bożej, czczonych na całym świecie, a wśród nich obraz Jasnogórskiej Madonny. Jan Paweł II odwiedził sanktuarium w Luján dwukrotnie: w 1982 roku, kiedy to wyprosił u Lujańskiej Pani zakończenie wojny o Falklandy, i w 1997. Obiekty sakralne w Argentynie świadczą o tym, że wiara była tu kiedyś żywa i powszechna. Dziś więcej jest obojętności. W miejscach kultu tłumów nie widać. Podobnie na niedzielnych Mszach jak się w policzek na przywitanie, radośnie pozdrawiają przejeżdżających turystów, spieszą z pomocą w razie potrzeby i chętnie pozują do wspólnych znani są z uprzejmości, także wobec obcokrajowców. Ich życzliwość, uczynność, przyjazne nastawienie i wrodzony optymizm są zupełnie wyjątkowe. Na słowo „Polonia” rozpromieniają im się twarze. A Polaków kojarzą przede wszystkim z Papieżem. A wizerunków Jana Pawła II tu nie Wanke-Jakubowska Materiał chroniony prawem autorskim. Dalsze rozpowszechnianie wyłącznie za zgodą wydawcy. 27 czerwca 2015
Pochodzenie nazwy Argentyna jest związane z legendą o Sierra del Plata (Srebrne Góry), rozpowszechnioną pomiędzy tak hiszpańskimi, jak portugalskimi konkwistadorami. Ci ostatni, z Brazylii – w poszukiwaniu srebra – prowadzili ekspansję w kierunku południowym i zachodnim, łamiąc Traktat z Tordesillas. Oni to właśnie, nazwali wielkie estuarium Río de la Plata, odkryte w w 1502 r. przez ekspedycję, w której brał udział Amerigo Vespucci. Poźniej, w 1516 r., dotarł do niego Juan Díaz de Solís; nazwał je Mar Dulce (Morze Świeżej Wody, Morze Rześkie).Termin Argentyna, z łaciny argentum (srebro), pojawia się pierwszy raz na mapie weneckiej z 1536. Nazwa Argentyna stała się popularna również z powodu wiersza opublikowanego w 1602 roku przez Hiszpana Martina del Barco Centenera, zatytułowanego La Argentina, w którym opisany jest region Río de la Plata i założenie miasta Buenos Aires. Nazwa ta pojawia się ponownie w 1612 w dziele La Argentina manuscrita Kreola Ruya Díaza de pod koniec XVIII wieku słowo to było używane powszechnie dla określenia wszystkiego związanego z Río de la Plata, jego doliną, terytorium i ludnością (Dolina la Platy). Na początku odnosiło się do mieszkańców pochodzenia europejskiego urodzonych w tym regionie, później rozszerzyło swe znaczenie na Hiszpanów osiadłych tutaj na Junta rządu użyła nazwy Provincias Unidas del Río de la Plata (Zjednoczone Prowincje Río de la Plata), co zostało przyjęte także przez następne rządy, aż do Kongresu z Tucumán (Congreso de Tucumán), który proklamował niepodległość Provincias Unidas en Sud América (Zjednoczonych Prowincji w Ameryce Południowej). Nazwa ta została utrzymana w Konstytucji z z 24 grudnia 1826 użyła nazwy República Argentina (Republika Argentyńska).Podczas rządów Juana Manuela de Rosas pozostawały w użyciu między innymi następujące nazwy: Confederación Argentina (Konfederacja Argentyńska), Estados Unidos de la República Argentina (Stany Zjednoczone Republiki Argentyńskiej), República de la Confederación Argentina (Republika Konfederacji Argentyńskiej) i Federación Argentina (Federacja Argentyńska).
Patrzymy na wielki, drewniany dom w stylu zakopiańskim. W środku restauracja, serwują pierogi, chleb, golonkę z kapustą. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że jesteśmy na północy Argentyny, w regionie Misiones, w mieście Obera. Mamy niesamowite szczęście uczestniczyć tu w corocznym Festiwalu Imigrantów. Wiedzieliśmy, że w Misiones żyją Polacy, którzy emigrowali tu pod koniec XIX, a później w XX wieku. Wiedzieliśmy, że chcemy się z nimi spotkać i porozmawiać. Nie spodziewaliśmy się jednak, jak wiele emocji i pięknych wrażeń nas czeka! Międzynarodowa fiesta Ale od początku. Skontaktowaliśmy się ze stowarzyszeniem polonijnym w Posadas i otrzymaliśmy odpowiedź od przesympatycznej Fabiany, że chętnie się z nami spotka. Zasugerowała również, żebyśmy pojechali do Obery, bo akurat za kilka dni w mieście rozpoczyna się coroczna Fiesta del Inmigrante (Festiwal Imigrantów). Nam dwa razy powtarzać nie potrzeba. Zmodyfikowaliśmy nasz plan i pojechaliśmy do Obery. Przywitały nas flagi różnych krajów i centrum przyozdobione makietami tradycyjnych domów z 16 różnych krajów pochodzenia imigrantów z początku XX wieku. W organizacji festiwalu bierze udział 16 wspólnot, dbając o kulturę i zwyczaje, które przywieźli ze sobą do Argentyny ich rodzice i dziadkowie. W 1980 roku mieszkańcy postanowili zorganizować wydarzenie, podczas którego będą mogli podzielić się zwyczajami i potrawami z kraju pochodzenia swojego lub swoich przodków. I tak co roku we wrześniu wspólnoty: polska, czeska, niemiecka, francuska, portugalska, arabska, japońska, hiszpańska, nordycka, ukraińska, rosyjska, paragwajska, brazylijska, szwajcarska, włoska i argentyńska organizują festiwal, gdzie dumnie prezentują swoje pochodzenie w najlepszy możliwy sposób: poprzez kuchnię, tańce, tradycyjne ubiory oraz zabawę. Ten festiwal jest niezwykły nie dlatego, że w jego trakcie odbywają się jakieś wielkie wydarzenia. Jest wyjątkowy, ponieważ mieszkańcy dzielą się z innymi kulturą, którą często znają jedynie z opowieści swoich dziadków lub rodziców, ale jest w nich tak głęboko zakorzeniona, że utożsamiają się z nią na równi z kulturą argentyńską (a czasem i bardziej). Fiesta odbywa się w Parque de las Naciones (czyli w Parku Narodów). Stoją tam tradycyjne domy poszczególnych wspólnot. Polski dom jest całkiem spory, zbudowany w stylu zakopiańskim. W środku jest nie tylko restauracja, ale i polska wystawa, mapy, zdjęcia, flagi. W menu restauracji pierogi, golonka, kiełbasa, chleb, piwo, wódka. Już sobie ostrzymy zęby na te pierogi, ale jeszcze nie serwują posiłków. Idziemy więc podpatrzeć, co tam u innych narodowości ciekawego. Kiedy wracamy do „naszego” domu, restauracja powoli się zapełnia. Młodą kelnerkę witamy „dzień dobry”, ale na jej twarzy wywołuje to jedynie grymas niezrozumienia. Zamawiamy więc pierogi po hiszpańsku, trochę rozczarowani. Po pierogach ruskich z ricottą i cebulą (a gdzie ziemniaki, ja się pytam?) siedzimy przy winie. Restauracja pęka już w szwach, a do nas w pewnym momencie podchodzi mężczyzna w koszulce z polskim godłem. Zagaduje po polsku, ale szybko przechodzimy na hiszpański. Chwilę później przyprowadza z kuchni Panią Angelę (przedstawiła się nam jako Aniela), która te pierogi lepiła i chleb piekła. Wprawdzie Pani Angela jest Ukrainką z pochodzenia, ale przybyła do Obery z mężem Polakiem (który swoją drogą zbudował ten zakopiański dom w Parku Narodów) i zawsze bliżej jej było do tutejszej polskiej społeczności. Nasze spotkanie było wyjątkowo wzruszające, gdyż dość już wiekowa Pani Angela nie spodziewała się, że jeszcze przed śmiercią porozmawia chwilę po polsku z Polakami, którzy sami z siebie do Obery przyjechali (zdarzają się jakieś delegacje z ambasady, ale podobno też niezbyt często). Polacy z własnej, nieprzymuszonej woli raczej tu nie zaglądają, a przynajmniej Pani Angela o nich nie wie. A tu proszę, dwójka zbłąkanych wędrowców z Polski wcina jej pierogi 😉 Nasza rozmówczyni zabrała nas do kuchni, pokazała co i jak gotują, po czym chciała nas nakarmić kolejnymi potrawami, no bo jak to jeszcze ich golonki nie próbowaliśmy?? Najedzeni grzecznie podziękowaliśmy, więc… dostaliśmy porcję na wynos. Niezwykle ciepłe przyjęcie nas przez Panią Angelę i jej wzruszenie wzbudziło i wzruszenie w nas. To był jeden z najpiękniejszych momentów naszej podróży, ponieważ miał ogromne znaczenie nie tylko dla nas, ale i dla osób, na których drodze się pojawiliśmy. Zanim się pożegnaliśmy, udzieliłam krótkiego wywiadu do programu radiowego prowadzonego przez Hugo (pół-Duńczyka, pół-Guarani), męża jednej z potomkiń Polaków, obejrzeliśmy piękne, tradycyjne tańce zespołu Ballet Nasza Mała Polska de la Colectividad Polaca de Oberá i próbowaliśmy odpowiedzieć tancerkom na pytanie „z którego regionu pochodzi mój strój?”. Pojęcia nie mieliśmy. Okazało się, że nasza wizyta w polskim domu podczas festiwalu była równie wielką atrakcją dla nas, co dla potomków Polaków tam żyjących. Piękne chwile! I niezwykłe jest to, jak w Oberze różne kultury mieszają się ze sobą, przenikają, a jednak bardzo wyraźnie daje się zauważyć ich odrębność. I funkcjonują tak obok siebie od ponad 100 lat. Choć nie zawsze były festiwale i było tak różowo, jak teraz. Trudne początki w Misiones Po wizycie w Oberze przyszedł czas na Posadas. Tutaj spotkaliśmy się z Fabianą (wnuczką Juana Szychowskiego, założyciela jednej z najbardziej znanych marek yerba mate na świecie, marki Amanda – kojarzycie z polskich półek sklepowych? To właśnie Polak ją stworzył, a w Apostoles znajduje się jego muzeum), Luisem (Ludwigiem) oraz Panią Kasimirą (Kazimierą), która jest jedną z ostatnich pamiętających Polskę i przybycie do Misiones. Z kilkugodzinnych rozmów dowiadujemy się, że Polacy którzy przybyli do Misiones z wielkimi nadziejami na lepszą przyszłość zastali… wprawdzie żyzną, ale porośniętą gęsto dżunglą ziemię. Statek po przybiciu do „portu” (dwie kołyszące się na boki dechy prowadzące na błotnisty i zarośnięty brzeg) odpłynął, a oni zostali zdani sami na siebie. W nieznośnym upale, ze śmiercionośnymi komarami, tropikalnymi chorobami, ale z rękoma gotowymi do pracy. I tymi gołymi rękoma karczowali lasy, przygotowywali glebę pod uprawy, żeby przeżyć. Rolnictwa musieli uczyć się od nowa, na miejscu, wszak z uwagi na inny klimat, wiedza przywieziona z Europy na niewiele się zdała. Wielu z nich zmarło, a Ci, którzy przeżyli, pomimo sukcesu (imigranci ujarzmili nieprzyjazne człowiekowi tereny i zaczęli żyć z roli) nie byli najszczęśliwsi. Polskość wciąż żywa Brakowało im polskiego jedzenia, języka, tradycji. Starali się więc jak najlepiej kultywować polskość w domach. Robili to na tyle skutecznie, że dziś wielu ich potomków interesuje się polską kulturą, czego świadkami byliśmy w Oberze. Niektórzy z nich, jak choćby Fabiana i Luis urodzili się już w Argentynie, a wciąż czują się bardziej Polakami niż Argentyńczykami. Chcą rozwijać stowarzyszenie i rozbudzać polskość w młodzieży, która coraz bardziej traci zainteresowanie swymi korzeniami. Uczą języka polskiego, organizują zabawy, tańce, spotkania, gromadzą literaturę, zdjęcia, wysyłają młodych na programy studenckie do Polski i przekazują historię. Planów na rozwój mają sporo, ale to wymaga pracy, a przecież stowarzyszeniem zajmują się po godzinach pracy. Byliśmy pod wielkim wrażeniem tej energii, która napędza ich do działania. Miłości do ojczyzny, którą przecież często znają tylko z opowieści. Polskiego patriotyzmu, który płynie w ich argentyńskiej krwi. Wyidealizowanego obrazu Polski, przypominającego fragmenty z „Pana Tadeusza”, a przecież Polska taka nie jest. Czas spędzony w Misiones jest dla nas bardzo ważny i chcielibyśmy wrócić do Misiones za kilka lat, żeby zobaczyć, jak rozwija się stowarzyszenie, jak rozwija się ich miłość do dalekiej ojczyzny ich serc. Szukacie ciekawych miejsc w Argentynie? Zajrzyjcie na stronę o Argentynie na naszym blogu! Gdyby ktoś z Was chciał odwiedzić potomków Polaków w Misiones, być może wesprzeć ich wolontaryjnie lekcjami języka polskiego czy spotkaniem poświęconym polskiej kulturze lub przekazać jakieś pamiątki czy literaturę (na pewno baaardzo się ucieszą) albo po prostu z nimi porozmawiać, dajcie znać – skierujemy Was do odpowiednich osób 🙂 Zobaczyliśmy zupełnie nową dla nas, piękną odsłonę „polskości”. Jesteśmy ciekawi, czym dla Was jest polskość? Jak objawia się wasza miłość do ojczyzny i patriotyzm? Podzielcie się w komentarzach! [ezcol_1third][/ezcol_1third] [ezcol_1third][/ezcol_1third] [ezcol_1third_end][/ezcol_1third_end] Jeśli zarezerwujecie lot, noclegi lub samochód za pomocą powyższych linków, my dostaniemy parę groszy. Waszej rezerwacji nie zrobi to różnicy, a my wprawdzie kokosów nie zarobimy, ale zawsze na jakiś obiad czy wino się uzbiera 🙂 Dziękujemy!
polskie nazwiska w argentynie